Spełnienie marzeń

Życie pisze czasami nieprawdopodobne historie. Nigdy niewiadomo co nas czeka. Nie wiedział tego także Piotrek Dread Dąbrowski kiedy to w piątek kończył udany dzień ślizgowego pływania. Słońce jak to słońce pod koniec dnia chyliło się ku zachodowi. Tak należało odpocząć nieświadom nadchodzących dramatycznych chwil Piotrek spokojnie raczył się kotlecikiem z fryteczkami i…  wtedy… jak grom z jasnego nieba pojawił się człowiek żeglarsko ubrany, wsparł się o zaparkowany nieopodal katamaran i zagaił

– Kto się ze mną przepłynie, zapraszam ma morską przejażdżkę moim pięknym szybkim katamaranem.

Zmęczony nasz bohater pomyślał „dlaczego takie propozycje przychodzą zawsze w tak bardzo nieodpowiedniej chwili”. Odpowiedział nieartykułowanym:

– ech

Intruz nie odpuszczał. Złapał się za swoje cacko i zaczął je wprawnie wodować. Wtedy stało się najgorsze. Stojące obok indywiduum  (i to byłem niestety ja), rzekło:

– Piotrek płyń to może być przygoda twojego życia…

Szala się przelała. W te pędy Piotrek przebrał się w cieplejsze ciuchy i wskoczył na pokład. Dwukadłubowy jacht z gracją począł pruć falę w ciepłym świetle, zachodzącego słońca…

Płynęli,  płynęli i płynęli, ucinając sobie pogawędkę o nadchodzącej w przyszłym roku (2013) próbie przelotu Świnoujście — Gdynia i tak się zagadali, że dopłynęli na sam środek zatoki (dokładnie to niewiadomo, czy jeszcze puckiej czy już gdańskiej) a wtedy… katamaran postanowił, w ramach zwrotu, rzecz jasna z nienacka się przewrócić… i to szybko (podobno winna była jakaś zaklinowana złośliwie linka od trapu czy innego podestu) Żeglarze z wprawą rozpoczęli procedury stawiania swojego stateczku na kola. Poszło im dobrze, rzekłbym bardzo dobrze, tyle że zasadniczo za dobrze… wracająca do pionu jednostka zrobiła to tak szybko że przewróciła się na drugą tym razem stronę… Kiedy niezrażeni chwilowymi trudnościami chłopaki wreszcie dogonili swoją jednostkę,  było już za późno…

– k…a grzyb sarkną Piotrek

– grzyb przytaknął skiper Filip

Kiedy już spokojnie wgramolili się na pokład (ha ha pływak) zasiedli okrakiem na nim gdy już przebrzmiały w powietrzu,  zmięte w ustach przekleństwa, dało się słyszeć delikatne acz stanowcze  bul… bul… bul…!

– to nie my? Zapytał niedowierzający w rozwój sytuacji Piotr

– MY,  MY! Grobowo odpowiedział skiper. Tak my.  Zapomnieliśmy zakręcić zawory w pływakach…

– Spełnienie marzeń skomentował Piotr , a wiesz jakie jeszcze mam inne…

– ae ??! (zapytał skiper)

– podróż niezatapialną jednostką ratunkową…!

I tu niestety życie nie było aż tak piękne. SAR (search and rescue) dopłynęło dwie godziny później,  zwykłym stateczkiem. A kolejne dwie godziny później przygoda zakończyła się w porcie w Jastarni. Tymczasem słońce już dawno spało…

Tekst na podstawie ustnych zeznań Piotra Dąbrowskiego spisał starszy aspirator Kuba Stolarski, a czytała Krystyna Czubówna